
Zacznijmy od tego, że przerwa w pisaniu spowodowana była tym, że rząd turecki zablokował dostęp do blog spota użytkownikom w Turcji i nie mogłyśmy w ogóle wejść na bloga. Znajomi mówili nam, że dopiero od ponad roku YouTube jest odblokowany po 2 czy 3 latach! Ale jakoś sobie z tym poradziłyśmy i na szczęście możemy kontynuować :)
Teraz czas nadrobić zaległości!!!
Okazało się, że Mehmet ze Świebodzic wraz ze swoimi znajomymi parę lat temu odnaleźli na górze Ararat szczątki Arki Noego! Mehmet pokazywał nam filmiki z tego jak tam weszli i w ogóle- masakra!!!
W piątek byliśmy na imprezie organizowanej przez ESN (Erasmus Social Network). Niby było około 400 osób z Erasmusa i innych wymian z całego świata: z Meksku, z Japonii, z Haiti, no przegląd wszystkich narodowości :) Bardzo fajna muzyka, fajna atmosfera, pobawiliśmy się do końca :)


W niedzielę byłyśmy z Patrycją i jej buddy mentorką w Sultanahmet Błękitnym Meczecie. Z racji tego, że była to niedziela trochę musiałyśmy postać w kolejce dla turystów. Tym razem nie musiałyśmy zawijać włosów tylko ściągnąć buty oczywiście. W środku przepięknie... Ale dość tłoczno i z racji tego trochę nieładnie pachniało stopami... Widziałyśmy w końcu Hagię Sophię z zewnątrz, bo z zewnątrz ale widziałyśmy. Musimy się tam wybrać w bardziej słoneczny dzień, bo coś nam pogoda nie sprzyja zwiedzaniu. Ogólnie spędziłyśmy bardzo miły dzień, choć przemarzłyśmy strasznie. Jadłyśmy bardzo śmieszne lizaki, które były miękkie i pan nawijał na patyk smaki jakie się chciało, zjadłyśmy przepyszne ciacho z malinami, oraz byłyśmy na sziszy w bardzo miłym typowo tureckim miejscu. Na ścianach wisiały dywany, było mnóstwo Turków, chodził pan z herbatka... Przemiła turecka atmosfera :) Bardzo zrelaksowane poszłyśmy na autobus i aby być szybciej i ominąć korki najpierw pojechałyśmy parę przystanków tramwajem wysiadłyśmy i czekałyśmy 40 minut na autobus który nie przyjechał. Wsiadłyśmy więc w inny autobus, potem przesiadłyśmy się w kolejny, jechałyśmy nim 40 minut i tak się stało, że przejechałyśmy nasz przystanek i wróciłyśmy do tego samego miejsca. Uśmiałyśmy się strasznie! I kolejne 40 minut tyle, że tym razem udało nam się wysiąść na właściwym przystanku. Tym sposobem nasz powrót do domu zajął nam 3 godziny, gdzie normalnie jest to 35 minut.... ;)

W tym tygodniu praktycznie nie miałyśmy zajęć bo... spadł śnieg! Tzn jeśli można to nazwać śniegiem ;) Popruszyło, popruszyło i zajęcia odwołane. TURCJA!