| Gorgi :) |
Erasmus Istanbul
Blog Alicji i Coolki - nasze małe i wielkie przygody na Erasmusie:)
środa, 4 maja 2011
Bułgaria i güle güle Gerard
Pani Mama, Kasia i Kornel :)
wtorek, 19 kwietnia 2011
Problemy z Wizą :/

Hm... Musimy napisać o naszych problemach z tak zwanym residence permition czyli pozwoleniem na pobyt. Otóż: przed wyjazdem w Polsce musiałyśmy sobie załatwić wizę dla studentów w Erasmusa, czyli byłyśmy w Ambasadzie Tureckiej w Warszawie, wypełniłyśmy dokumenty, wbili nam wizę w paszport i zaznaczyli, że w przeciągu 30 dni po przyjeździe tutaj musimy wstawić się na policję po ten cały Ikamet. Oczywiście nie posłuchałyśmy bardziej doświadczonych ludzi, którzy przebywali na Erasmusie od pierwszego semestru i pisali nam, że lepiej po prostu przyjechać na wizie turystycznej która przyznawana jest na 90 dni, i po prostu pojechać sobie w między czasie za granicę np do Bułgarii (8godz ze Stambułu do Sofii) i wrócić znowu na wizie turystycznej na kolejne 90 dni. Na stronie Ambasady jest napisane, że studenci muszą załatwiać tą wizę studencką tak też zatem zrobiłyśmy. Po przyjeździe do Turcji na spotkaniu orientacyjnym na uczelni koordynatorka powiedziała nam, że zostanie zorganizowane spotkanie i wyjazd wszystkich Erasmusów razem na policję, po to aby załatwić te dokumenty, bo nikt nie mówi tam po angielsku i musi ktoś z nami jechać. Mijał czas, a o tym spotkaniu nic nie było wiadomo. Pisałyśmy meile, pytałyśmy i ciągle uzyskiwałyśmy informację, że spokojnie, że czekamy jeszcze na jedną dziewczynę z Włoch, na pytanie czy to nie będzie problem, że mija więcej niż 30 dni, otrzymywałyśmy odpowiedź, że nie, że spokojnie. No i tak czekałyśmy. Spotkanie rejestracyjne było mega porażką i dobrze, że nie pojechałyśmy na nie (2 godziny, wtedy kiedy był śnieg) bo zajęło nam to 3 minuty w domu, bez żadnych absolutnie problemów (rejestracja na stronie internetowej, same dane osobiste...). Wszyscy dostaliśmy ten sam termin 5 kwietnia. Nadszedł dzień 5 kwietnia, wszyscy udaliśmy się z jedną z tureckich studentek na tą całą policję. Wyczekaliśmy się w kolejce, bo wszyscy mieliśmy numerki w okol 270/80 no i co? Wyczekaliśmy się po to, aby dowiedzieć się, że nie możemy uzyskać ikametu bo- JEST ZA PÓŹNO! Zmarnowaliśmy cały dzień po to aby dowiedzieć się, że jest za późno. Ta studentka, która była z nami dzwoni do koordynatorki z uczelni, a ta mówi, że się dowiadywała, i powiedziano jej, że wszystko będzie ok. Ta dziewczyna poszła do dyrektora tego wszystkiego, a ten na to, że nikt do niego nie dzwonił, a i tak zresztą to są rzeczy prawnie uregulowane, i nie da się tego przesuwać czy coś takiego. Pytanie- jakie teraz konsekwencje? Powiedzieli, że: kara płatna przy wyjeździe (70 Euro), "problemy na lotnisku" (niech każdy sobie dopowie...), a dalej doczytałyśmy w domu, że za to można dostać nawet zakaz wjazdu do Turcji od 2 do 5 lat... Stwierdziliśmy, że teraz ta kobieta musi to jakoś odkręcać, byliśmy u niej i powiedziała, że się dowie co i jak i da znać. No i dostałyśmy meila wczoraj o tym, że "mamy 2 rozwiązania" (jakby to był tylko i wyłącznie nasz problem). Pierwsze z nich to wyjechać za granice przy czym mamy na to 2 tygodnie i chyba to jak już oni powinni zorganizować nam ten wyjazd zapłacić za autokar itd... i drugie, że możemy ubiegać się o jakiś innego rodzaju ikamet, który jest droższy o 140 lirów (kto niby za to miałby zapłacić?) i że ona pomoże w załatwieniu go pierwszym 3 osobą, a reszta na własną rękę... No po prostu klęską. Jesteśmy w kontakcie z Konsulem, który napisał, że jest to bezczelnością ze strony uczelni co oni wykonują... No i tak więc mamy problem, który musimy jakoś rozwiązać i cały czas toczą się rozmowy o tym jak?! TRAGEDIA!
Asian Trip- Izmir :)
Eralp, Alper, Diana- Dziękujemy :) Świetny weekend za nami :)


Będąc już tak blisko odwiedziliśmy także święte miejsce kultu chrześcijan oraz wyznawców Islamu- grób i dom Maryi. Cisza, spokój mimo wielu ludzi tam przebywających. Po drodze tablice informacyjne w 12 językach (także po polsku), stare drzewka oliwne, biegają wiewiórki wcinające oliwki... Ala z Patrycją napiły się wody ze świętego źródełka, umyły nią rączki i "dały sobie trochę na gardełko" no i chyba pomogło, bo Ala na drugi dzień czuła się już lepiej, Patrycja też, za to Karola zaczęła być znowu chora heh. W domu mamy mały szpital od miesiąca. Każdy po kolei choruje.. Ale wracając do tematu. Później pojechaliśmy do miasteczka, które słynie z win- Sirince. Chodzi się takimi bardzo klimatycznymi, tureckimi uliczkami, można próbować po szczególnych win smakowych: mango, truskawka, jabuszko, wiśnia, jeżyna i wiele wiele innych. Do tego wioska ta słynie także z oliwy z oliwek, czytałyśmy i część ludzi twierdzi, że tamtejsza jest najlepsza. Domy z gleby robią wrażenie, są pozostałością po Grekach, którzy w późniejszym czasie zostali przesiedleni. Klimatu nadaje to, że były one budowane na zboczach gór, po to aby nie zajmowały prostych terenów, które były korzystniejsze pod uprawy. Odniosłyśmy wrażenie, że toczy się tam takie prawdziwie tureckie, turystyczne życie. Pozwijana babinka plecie wianki ze stokrotek, nieco umorusane dzieci biegają po ulicach, ale miejscowi handlarze nagabują i chwalą swoje wyroby. Ogólnie malowniczo i przyjemnie...
| Nasz przewodniko- kierowco-wszytko Eralp :) |
| Efes ...:) |
| Pani robi nasz obiad:) |
Koło 20 wróciliśmy do Izmiru, no i był czas szykować się na jakieś wyjście, żeby zobaczyć życie nocne coby mieć porównanie do tego w Stambule :) Poszliśmy na Erasmus Party do dzielnicy o nazwie Karsiyaka i... spotkaliśmy naszego kolegę Polaka, który jest na praktykach na erasmusie w Stambule :) Wiedzieliśmy, że jest w Izmirze na weekend, skontaktowaliśmy się więc wiedział, gdzie się wybieramy, ale najlepsze jest to, że spotkaliśmy go po drodze, a nie w klubie, Karolina zauważyła go wśród tłumu na ulicy i nagle zaczęła biec, nikt nie wie co sie dzieje nagle patrzymy a to on. Prześmieszne to było. No i świat jest mały po raz kolejny ;)
Kolejny bardzo udany wyjazd :)
Eralp, Alper, Diana thank u guys for all once again :)
| Ekipa wyjazdowa !:) |
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
KAPADOCJA :)
środa, 23 marca 2011
Odwiedziny
| Nicola i Tindaro gotuja pyszności :) |
Do Courtney przyleciały dwie koleżanki z Ameryki ;) Zatem miałyśmy okazję poznać namiastkę amerykańskiego stylu życia :)
| Nasz brat "mały Włoch":) |
Antonio wczoraj poleciał na 2 tygodnie do siebie, odwiedzić dziewczynę i rodzinkę. Rano zostawił nam zrobioną kawę w caffeterii (takie coś specjalne do zaparzania kawy) z napisaną instrukcją, że ta po lewej dla Karoliny bo z cukrem, a ta po prawej dla Ali bo bez, bo wie, że my uwielbiamy tą kawę. No strasznie miłe to było. Nasz domowy "mały Włoch".
Subskrybuj:
Posty (Atom)