Długa przerwa- jakoś nie było czasu ani weny.. Ale postaramy się jak najlepiej nadrobić zaległości :)
 |
| Serdar :) |

Zaczełyśmy zajęcia- póki co były praktycznie same organizacyjne, ale już zdążyłyśmy się zorientować co jest fajne co mniej- prowadzący ma ogromny wpływ na to. Pani Zeynep z którą mamy 2 przedmioty jest totalnie podeksytowana tym co nam przekazuje i to jest naprawdę fajne i sprawia, że zajęcia są interesujące. Ma swoje ulubione powiedzonka typu "come on" i ciągle się uśmiecha i śmieje- taką przyjemność sprawia jej uczenie. Drugim prowadzącym z którym mamy kolejne 2 przedmioty jest pan z Ukrainy- można powiedzieć trochę zagubiony czy coś- nieważne.. Jest zabawnie. Jest napewno cieżej niż w Polsce z racji tego, że ma się 2 egzaminy prawie ze wszsytkiego i co tydzień trzeba przychodzić przygotowanym, czytając baaardzo dużo- więcej niż w Polsce. Każde zajęcia opierają się na dyskusji- nie ma wykładów i ćwiczeń tak jak u nas. Grupy są dość małe- około 10-12 osób. Na każdych zajęciach w innym składzie, bo oni sami wybierają sobie kursy na które chcą chodzić. Oczywiście osoby się powtarzają, ale nie jest to zawsze stały skład. Wszyscy są bardzo bardzo mili i otwarci. Chcą pomóc i w ogóle.
 |
| Polski akcent :) |

Byłyśmy w końcu zrejstrować nasz telefon (jeśli ma się tu kartę turecką w telefonie nie z Turcji to po tygodniu użytkowania jest on blokowany- odblokowanie kosztuje 5 TL). Oczywiście w Vodaphone nikt nie znał angielskiego, ale było to rozwiązane w ten sposób, że mieli komputer z włączonym translatorem angielsko tureckim, więc wpisywałyśmy panu to co chcemy po angielsku a on sobie tłumaczył na turecki i na na odwrót. No i w ten sposób dałyśmy radę i mamy już załatwione :) Co się przy tym uśmiałyśmy to nasze.
Z takich nowych rzeczy, śmiesznych, dziwnych to jeszcze to, że podczas chodzenia po okolicznych sklepach z ciuchami panie w jednym z nich zaproponowały nam herbate lub kawę :) Bardzo miłe to było. Karola poprosiła o kawę ale w końcu jej nie wypiła, bo pani niosąc jej ją- upuściła i kawa wylądowała na podłodze. No ale liczą się intencje :)

Ogólnie to zaczynamy się coraz bardziej czuć tu normalnie- panowie w piekarni wiedzą, że nie rozumiemy, więc zawsze biorą pieniążki z kasy i pokazują nam ile mamy zapłacić, panowie z naszego ulubionego warzywniaka mówią nam pierwsi- Merhaba na ulicy, no i ten tłum i te ciągle spojrzenia na nas już tak nie dziwią.
W czwartek mieliśmy małą imprezkę w mieszkaniu- urodziny jednego z właścicieli- Serdara. Była to niespodzianka, ale jak się potem okazało, nie dał się nabrać. Karolina zadzwoniła i powiedziała, że mamy zalaną łazienkę, Stella i Ahmet już tu byli z tortem i świeczkami. Serdar przyjechał i surprise :) Posiedzieliśmy sobie miło i zjedliśmy pysznego torta (nawet nie był słodki jak wszystko tutaj).
W piątek się złaziłyśmy z Erdemen i Sylvią po okolicach Kadikoy. Byliśmy nad morzem i było ślicznie. Po prostu takie piekne miejsce, że naprawdę ahhh. Zjedliśmy obiad w moda taras- na tarasie z widokiem na morze- cudnie. Bardzo dużo ciekawych rzeczy sie dowiedziałysmy (np że nie można jeść ani pić w środkach komunikacji miejskiej, ani mieć nic otwartego oraz że nie można fotografować flagi...)
W sobotę mieliśmy imprezkę domową z właścicielami, współlokatorami i ich znajomymi. Było bardzo międzynarodowo: polsko-turecko-niemiecko-amerykańsko-włosko. Nasza cudowna sąsiadka o godzinie 1:30 w nocy przyszła z wielkimi pretensjami, że jest za głosno, choć wcale nie było... No ale cóż. Podobno jest bardzo dziwna, co zresztą zdążyłyśmy same zauważyć.
Dzisiejszy dzień zaczęłyśmy śniadaniem u naszych właścicieli- pozdrawiamy Ahmuta i Stelle Fellicie :)
Nasza rodzinka :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz