piątek, 4 lutego 2011

Okan University


Wczoraj miałyśmy spotkanie organizacyjne na uczelni. Okan University jest to ogromny kampus w skład którego wchodzą 3 akademiki, budynek rektoratu, 4 budynki wydziałowe, budynek sportowy (basen, siłownia, 2 sale fitness, masaż, sauna, boisko), korty, boisko odkryte, liceum, kino, starbucks i inne reatauracje, makret, sklep, fryzjer, biblioteka, księgarnia, sala gier, tor wyścigowy. Ogólnie całość jest collagem i robi ogromne wrażenie. Pełno jest mini wodospadów, jeziorek, i żywych zwierząt (w tym momecie pozdrawiamy Murata, który na bociana mówił Pelikan ;)
Dowiedziałyśmy się, że za rok nauki płacą 10 800 $ ...
Na spotkaniu okazało się, że na 12 Erasmusowiczów jest 7 Polaków (prawie same dziewczyny), dziewczyna z Austrii, Niemiec pochodzenia Tureckiego, i 3 dziewczyny z Litwy, które na spotkanie nie dotarły. Później zostaliśmy zaproszeni na luch do restaruacji, gdzie jedliśmy w strefie dla VIPów obok stolika właściciela kapmusu (ma on swoich ochroniarzy, którzy wszędzie z nim chodzą).
Potem przyszedł czas na cudowną sesję fotorgaficzną z szalonym tureckim fotografem. Najpierw parę zdjęć grupowych, a potem sesja solo. Szalony pan fotograf szczególnie upatrzył sobie Karolę w długich blond włosach, Ja musiałam przełamać swoją niechęć do zdjęć, bo mi także nie odpuszczał niestety, gdyż mój niebieski płaszczyk wyróżniał się z tłumu. Pan co chwilę pokazywał palcem, kto teraz, tworząc przeróżne pary i kombinacje. Na koniec po zdjęciu na ławce wstajemy, idziemy i pan krzyczy do Karoli -STOP! I dalej niczym paparazzi pstryka zdjęcia. Przekomiczne to było wszystko. Szalona sesja!
Dostaliśmy Okanowskie legitymacje, na które przelewa się pieniążki i służą jako karta płatnicza na kampusie i w autobusach dowożących do szkoły (tzw. shuttle bus). I teraz dopiero w poniedziałek jedziemy wybrać i zapisać sie na zajęcia. Wolny wybór- na co chcemy chodzić, to sobie możemy wybrać. Jedyny minus uczelni jest taki, że jest na końcu świata, ale biorąc pod uwagę fakt, że możemy nasze zajęcia skupic w 3 dni, nie jest to wielki problem.
Po załatwieniu wszystkiego pojechaliśmy z Muratem spotkać się z jego kolegą. Nie mogliśmy odrazu wracać, bo przejazd przez most nad Bosforem byłby awykolany o tej porze- i tak kontrolując co chwilę kamery w internecie z natęrzeniem korków byłyśmy w mieszkaniu o 21:30... W jednej z droższej dzielnic Stambułu, gdzie są sklepy typu Rolex czy Loui Vuitton, zaczepił nas pan sprzedający zestawy do szycia, Karola rzuciła się na niego, Murat ją powstrzymał (chyba dlatego, że trzeba tu uważać na naciągaczy), a jego kolega wrócił się i kupił nam zestaw do szycia w prezencie, który niewątpliwie się przyda :)

Erasmusowicze :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz