Bebek- przeurocze miejsce. Usiadłyśmy w kawiarni nad samą rzeką, wypiłyśmy w słoneczku gorącą czekoladę, nad nami co chwilę lądujące samoloty. Miły, sobotni relaks.
Nie ma tu na przystankach rozkładów jazdy. Po prostu czekasz aż coś co Ci pasuje przyjedzie. Stojąc na przystanku i czekając na autobus do Mecidiyeköy spotkałyśmy naszego ulubionego pana kierowcę od zdjęć!!! Oczywiście tureckim zwyczajem zatrąbił parę razy (mimo że go widziałyśmy) pouśmiechał się wraz z panem kasjerem i lekko niezadowoleni, że nie jedziemy w jego stronę pojechali :)

W Bebek było bardzo wielu rybaków, którzy po złowieniu paru rybek ze swoim wiadereczkiem i wędką wsiadają do autobusu komunikacji miejskiej i wracają do swoich żon ze zdobytym posiłkiem.

W piątek przyszli nasi właściciele ze świeżymi rybami, bo dziewczyna była oglądać pokój. No i tak się rozgadaliśmy, że dziewczyna pojechała, a oni zostali. Stella zrobiła rybki u nas w kuchni, piliśmy sobie piwko i gadaliśmy do późna. Stella poleciła nam tureckie danie o nazwie cig kofte. Nie wiemy dokładnie co to jest, bo wszędzie piszą co innego, ale wczoraj postanowiłyśmy spróbować. Poszłyśmy i pan dał nam najpierw kawałeczek na spróbowanie, Karola sobie wzięła potem całe. Jest to zawijane w plackach podobnych do tych do tortilli, z warzywami, sokiem z cytryny (który dodają tu do wszystkiego) i gęstym sokiem z granata. Karola mówi, że było to dziwne ale smaczne.
Właścicieli mamy najlepszych. Dzwonią pytają co u nas, przychodzą, siedzą sobie z nami, zapraszają nas co siebie. Chyba nas lubią :) My ich zresztą też :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz