niedziela, 6 lutego 2011

Bebek


Wczoraj postanowiłyśmy się wybrać nad rzekę, ale nie znałyśmy jeszcze żadnego miłego miejsca. Tu koło nas, w Taksim jest tylko przystań i zabudowa prywatna nad rzeką. Pojechałysmy więc metrem na Taksim Square i zapytałyśmy przechodnia, gdzie można sobie miło posiedzieć nad Bosforem- pan polecił nam miejsce, dzielnicę o nazwie Bebek :) Zatem wsiadłyśmy do tureckiego autobusu (w każdym pracuje dwóch panów: kierowca i kasjer). Oczywiście panowie nie znali angielskiego, ale powtórzyłyśmy nazwę Bebek (uwielbiam to słowo) parę razy, pan pokazał nam, że mamy usiąść koło niego i że on nam pokaże gdzie mamy wysiąść. Całe szczęśliwe, zrobiłyśmy sobie zdjęcie w tureckim autobusie, pan kierowca pozazdrościł i zapragnął również mieć zdjęcie z Europejkami (niewątpliwie jesteśmy atrakcją dla miejscowych). No i cóż- nie mogłyśmy odmówić- była fota z kierowcą ;)
Bebek- przeurocze miejsce. Usiadłyśmy w kawiarni nad samą rzeką, wypiłyśmy w słoneczku gorącą czekoladę, nad nami co chwilę lądujące samoloty. Miły, sobotni relaks.
Nie ma tu na przystankach rozkładów jazdy. Po prostu czekasz aż coś co Ci pasuje przyjedzie. Stojąc na przystanku i czekając na autobus do Mecidiyeköy spotkałyśmy naszego ulubionego pana kierowcę od zdjęć!!! Oczywiście tureckim zwyczajem zatrąbił parę razy (mimo że go widziałyśmy) pouśmiechał się wraz z panem kasjerem i lekko niezadowoleni, że nie jedziemy w jego stronę pojechali :)
W Bebek było bardzo wielu rybaków, którzy po złowieniu paru rybek ze swoim wiadereczkiem i wędką wsiadają do autobusu komunikacji miejskiej i wracają do swoich żon ze zdobytym posiłkiem.
W piątek przyszli nasi właściciele ze świeżymi rybami, bo dziewczyna była oglądać pokój. No i tak się rozgadaliśmy, że dziewczyna pojechała, a oni zostali. Stella zrobiła rybki u nas w kuchni, piliśmy sobie piwko i gadaliśmy do późna. Stella poleciła nam tureckie danie o nazwie cig kofte. Nie wiemy dokładnie co to jest, bo wszędzie piszą co innego, ale wczoraj postanowiłyśmy spróbować. Poszłyśmy i pan dał nam najpierw kawałeczek na spróbowanie, Karola sobie wzięła potem całe. Jest to zawijane w plackach podobnych do tych do tortilli, z warzywami, sokiem z cytryny (który dodają tu do wszystkiego) i gęstym sokiem z granata. Karola mówi, że było to dziwne ale smaczne.
Właścicieli mamy najlepszych. Dzwonią pytają co u nas, przychodzą, siedzą sobie z nami, zapraszają nas co siebie. Chyba nas lubią :) My ich zresztą też :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz