piątek, 28 stycznia 2011

Dzień 1

Podróż samolotem super- obiadek, piwko, film, muzyczka, słuchaweczki. Naprawdę za tą cenę trzeba pochawlić Turkish Airlines. Szczeże- polecamy.
Most lączący Eropę i Azję
Padnięte podróżą, wstawaniem przed 4 rano szczęściwie doleciałyśmy do celu. Na lotnisku Ataturka czekał na nas wyznaczony przez uczelnianego koordynatora (Serpil) nasz buddy czyli opiekun- Murat. Bez niego nie wiem jak trafiłybyśmy do mieszkania, które znajduje się po drugiej części miasta, za Bosforem, a więc już w części Azjatyckiej. Sam Stambuł nocą- przecudnie, przepięknie i przeuroczo. Magia świateł można powiedzieć. Co nas pierwsze uderzyło? Jazda tureckich kierowców- nie używają praktycznie kierunkowskazów, zmieniając pas z lewego skrajnego, przez 3 w bok na prawy skrajny, po prostu nie używają kierunków... Masakra. Kolejna rzecz dotycząca dróg to przechodzenie przez ulicę. Pędzą samochody, a Ty po prostu musisz przejść... Tragedia. No i to ich trąbienie, ciagłe i na wszystko.
Zatrzymaliśmy się w sklepie aby kupić coś do picia. Karolka próbuje płacić swoją kartą a tu psikus nie da rady... No i pan już nie chciał mojej wypróbować, bo stwierdził, że jest taka sama...
Zajeżdzamy do mieszkania, a tu kolejny zonk- nie ma nikogo... Nie miałyśmy nawet numeru telefonu do Masuta, bo na to ani jedna ani druga nie wpadła. Już miałyśmy szukać hostelu, ale Murat wszedł na facebooka w telefonie i napisał do Masuta i ten napisał, że jest w Taksim na imprezie... i że mi na FB napisał.. No ale jak ja miałam to sprawdzic kiedy cały dzień byłam w podróży. Więc ogólnie byłaby lipa, gdybyśmy były same. Zdzwonili się i Masut powiedział, że za godzinę wróci. Więc pojechaliśmy do knajpy na turecką herbatę i kawę, no i potem wróciliśmy. Wejście po schodach (bardzo wąskie i strome) z tymi bagażami było przekomiczne, ale dałyśmy radę. No i tu zaczyna się historia dotycząca naszego mieszkania :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz